|
BLOG
09 marca 2011, 19:51
Absolwenta tanio kupię
Od kilku tygodni we Wrocławiu działa program „Wrocławski absolwent”. Jak wielokrotnie podkreślają media, to wspaniała szansa dla przyszłych absolwentów wrocławskich uczelni. Udział w programie ma bowiem za zadanie przygotować przyszłych magistrów do pracy w międzynarodowych korporacjach. Postanowiłem przyjrzeć się temu, co oferuje tak reklamowany w mediach i z dumą ogłaszany przez Urząd Miasta program [http://www.wroclaw.pl/abolwent,1.dhtml]
Oto wybrano – w drodze konkursu, choć nie znam jego szczegółów, tak jak nie znam też kryteriów, według których dobrano ten „zespół” - 40 studentów ostatniego roku studiów na Uniwersytecie Wrocławskim. Według dokumentów z Biura Karier UWr nie wynika dokładnie nic.Podanie i ewentualna rozmowa kwalifikacyjna to właściwie proces rekrutacyjny do pracy w międzynarodowej korporacji. Nikt tego zresztą nie ukrywa, wręcz przeciwnie nawet – lista firm zawiera takie giganty jak HP, Siemens, McKinsey, BZ WBK czy Google. Część szkoleń będzie przeprowadzana właśnie przez pracowników tychże firm. Jeszcze bardziej interesujący jest program zajęć. Studenci mają zajmować się takimi poważnymi sprawami, jakBusiness English,Efektywna komunikacja i współpraca w zespole,Twórcze rozwiązywanie problemówiUmiejętności numeryczne. Poza ostatnim blokiem, zajęcia będą prowadzone po angielsku. Liczenie już nie, choć i tutaj, jak podawała wrocławska GW, słuchacze zajmują się „analizą case’ów, dostarczonych przez prowadzących z korporacji, takich samych, na jakich pracują na co dzień ich pracownicy”. Gazeta dodaje jeszcze, że te zajęcia pomagają w płynnym porozumiewaniu się po angielsku, podkreślając przy tym fakt, iż na innych zajęciach studenci czytają Szekspira w oryginale. Coś wspaniałego, nieprawdaż, jak te międzynarodowe firmy dbają o rozwój duchowy swoich pracowników! Oczywiście, wszystko to sprzedane jest jako program „naukowy”, za który pilny student dostanie po 4 punkty w ramach systemu ECTS. Jak z dumą podkreślają władze UWr, to „sami pracodawcy – najwięksi inwestorzy w regionie – położyli nacisk na doskonalenie języka angielskiego i umiejętności miękkich”. Prorektor ds. nauczania podkreślił, że „musimy szukać czegoś pośredniego między nauczaniem uniwersyteckim a nauką zawodu”. Stąd młodzi ludzie w moim mieście będą mieli okazje nauczyć się profesjonalnego obsługiwania MS EXCEL i tworzenia prezentacji w MS POWERPOINT. Oczywiście, zrobią to wszystko zespołowo, pod kierunkiem specjalisty, w języku samego Williama Szekspira. Najlepsze zostawiłem na koniec. Oto myliłby się ten, który pomyślałby przy lekturze spisu tych wszystkich wspaniałości o tym, że światowy biznes postanowił zainwestować w przyszłe kadry. Za cały program ci giganci światowych rynków nie płacą ani grosza. Wszystkie koszty ponosi Urząd Miasta Wrocławia. I jeszcze jest z tego dumny, rozgłaszając ten fakt w każdym opłacanym przez siebie miejscu w sieci.Cała ta sytuacja byłaby może nawet i zabawna, gdyby nie niosła za sobą różnorodnych skutków na przyszłość. Powodzenie takiego przedsięwzięcia, a w nie naprawdę nie wątpię, zainicjuje szereg wydarzeń, które będą miały szeroki oddźwięk nie tylko w samym Wrocławiu.Istotą tego programu jest bowiem zbudowanie siatki osobistych powiązań, które zdecydują o przyszłości miasta. W tym programie korzystają przecież wszystkie strony. Bogate zagraniczne koncerny zauważą szansę dla siebie na znalezienie taniej i wykształconej siły roboczej i na pewno będą projektem zachwycone, zwłaszcza iż to ich wymagania stanowią punkt wyjścia przy układaniu planu zajęć. Studenci biorący w nim udział, licząc na zatrudnienie, będą wynosić pomysłodawców pod niebiosa. A i magistrat zyska kolejnych wielbicieli własnej polityki wśród napływowej braci studenckiej. Już dziś można w jednym ze studenckich pism przeczytać o tym, jaki to prezydent Dutkiewicz jest wspaniały, dba świetnie o miasto, w którym brużdżą mu natarczywi rowerzyści i inni malkontenci, niedostrzegający wielkości planów włodarza miasta. Osobiście mam nieco większe ambicje niż wyrobnictwo w międzynarodowej firmie. Smuci mnie jednak fakt coraz większego braku krytycyzmu dla stopniowego zawłaszczania przez rynek wszystkich dziedzin życia. W ciągu ostatnich dwóch dekad nieustannie wmawia się nam, że musimy się kształcić, że nadszedł czas „gospodarki opartej na wiedzy”. Co więcej, zmuszono dzisiejszą młodzież do zdawania matury i „robienia dyplomu”, czyniąc to wszystko jedynie w imię zysku. Bo czymże innym jest takie obniżenie poziomu matury, że dziś wystarczy przyjść na nią, by zdać? W całym tym planie chodzi jedynie o to, by jak największa liczba młodych płaciła czesne, będąc jednocześnie tanią siłą roboczą podczas trwania studiów (wystarczy otworzyć pierwszą lepszą gazetę codzienną, by znaleźć co najmniej kilkanaście ogłoszeń typu „osobę uczącą się zatrudnię”) i równie oddanego wyborcę już po uzyskaniu dyplomu i czekającą w kolejce do wejścia w tą wymarzoną grupę „młodych, wykształconych, z dużych miast”. Jeżeli nadal będziemy w taki sposób traktować cały system edukacyjny, następne pokolenie może zostać pozbawione rzeczy bezcennej – własnego zdania. KOMENTARZE
1. 09 marca 2011, 21:47 Zgadzam się z tym wszystkim co napisałeś. Problem w tym, że wszyscy tak prą na własne dobre wyniki (w szczególności wyborcze), że nie zauważają czym to się przypłaca. Upadający system szkolnictwa wyższego...Zamiast kilku elitarnych szkół, wiele prywatnych i zaocznych kierunków, w imię przecież wolnej konkurencji...Wśród przypadkowych studentów z przymusu (bo przecież inwestujemy w wiedzę), gubią się studenci naprawdę wartościowi, przepadają w tłumie, bo bycie na uczelni świetnym studentem w swojej dziedzinie nie wystarcza, bo trzeba jeszcze zdobyć 10 letnie doświadczenie, którego wcale nie ułatwia uczelnia nie mająca na to odpowiednich środków, a później chętnie sobie przypisująca sukcesy jej absolwentów, nie sprawdzając jaki był jej rzeczywisty w to wkład. Wszystko zaś kończy się tym, że i tak większość studentów zniechęca się, bo i tak znajdzie marnie płatną pracę...Ważne, że na obecną chwilę budżet jest "względny", bo po co być przezornym, nikt nie chwali za przyszłe efekty...A poza tym to faktycznie świetna tania siła robocza, zna przecież taki swoją wartość(mała bo przecież nie pracował), poza tym młody to jeszcze napalony na pracę, a jeśli dodatkowo musi pracować, to mamy idealne zestawienie (ale co kogo to obchodzi). Co do programu to sama myśl jest interesująca, ale nie lepiej zmodyfikować sposób studiowania? Obecnie bardziej się zniechęca niż zachęca do uczciwej pracy, ale kiedyś ta cała bańka pęknie, gdy będzie można kupić nawet pewne wartości. 2. 09 marca 2011, 23:57 Zgadzam się z Państwem w zupełności.!!! Warte jest komentarza (osobnego i obszerniejszego) zagadnienie: treść a cel nauczania. Od 3 klasy szkoly podstawowej po dyplom szkoły wyzszej między tymi płaszczyznami nauczania, ktore często, a moze częsciej ostatnimi czasy nie prowadzi do..wykształcenia. 3. 10 marca 2011, 10:19 Świetny, mądry i odważny tekst. Szkoda, że tak niewielu młodych ludzi dostrzega to, o czym Pan napisał. Na polskojęzyczne media (nie mylić z polskimi, bo te są na wyginięciu) w tym przypadku nie ma co liczyć... Temat przez Pana poruszony jest bardzo ważny... ale przemilczany - bo niedostrzegany...? 4. 10 marca 2011, 18:32 Dzięki wszystkim za dobre słowo. Na pewno wkrótce nowe próby naświetlenia tematu edukacji i tego, co rząd właśnie robi - obie reformy uważam za szkodliwe. Co do mediów i ich milczenia - nikt nie wyłamuje się z trendu, który wyznacza liberalna polityka - to, co i jak się studiuje jest jedynie sprawą indywidualną i mitu dyplomu, który rzekomo ma być przepustką do kariery i związanych z nią pieniędzy. Jak każdy mit, ma tylko część prawdy. 5. 10 marca 2011, 21:38 Jeżeli nadal będziemy w taki sposób traktować cały system edukacyjny, następne pokolenie może zostać pozbawione rzeczy bezcennej – własnego zdania.Już tak jest dawien dawno, nie zauważył Pan tego? Z poziomem i możliwościami jest coraz gorzej... 6. 11 marca 2011, 07:47 @RK - liczę na to, że może jednak istnieją wyjątki od tej reguły. A winą za ten stan rzeczy obarczam po równo reformę edukacji z 1999 roku i wszystkich medialnych budowniczych mitu dyplomu, piszących o świetnych karierach (i płacach), o rosnącej liczbie studentów etc. 7. 11 marca 2011, 11:18 @Krzysztof Mroczko: doskonały tekst. Cały system od reformy edukacji rządu J. Buzka zmierza do uczynienia z Polaków "project managerów", nie zaś ludzi posiadających wspólny kod kulturowy. Przypominam, iż kiedyś nazywał się on systemem "oświecenia publicznego". Pozdrowienia! 8. 11 marca 2011, 14:40 prawdę powiedziawszy, to jestem mile zaskoczony, że są jeszcze ludzie, którzy wierzą w to, że system edukacji w Polsce może kiedykolwiek działać. Dla mnie szkoła i studia to było kilkanaście lat, które trzeba było jako tako przetrwać, robiąc w tym czasie swoje, oczywiście poza murami szkoły czy uczelni DODAJ KOMENTARZ
|
AUTOR
Kanapowy polityk, bezustannie zdziwiony obserwator szumu informacyjnego.
ARCHIWUM BLOGA
KOMENTOWANE
CZYTANE
Nowe średniowiecze (22) 3 maja we Wrocławiu (10) KOMENTOWANE
CZYTANE
|
![]() |